Siedem pustych domów, okładka
Literatura piękna Recenzje

Siedem pustych domów

Samanta Schweblin to uznana argentyńska pisarka, za swoją twórczość wielokrotnie nagradzana brytyjską nagrodą literacką Man Booker International Prize. Siedem pustych domów jest jej czwartą przetłumaczoną ja język polski książką.

Coś niepokojące, dziwnego, przytłaczającego…

Antologia Siedem pustych domów zawiera siedem krótkich, kameralnych opowiadań. Głównymi bohaterami są domy, a w zasadzie to, co się w nich kryje, a co zostało w jakimś sensie wykreowane przez ludzi je zamieszkujących. Schweblin przedstawia tu domy w sposób niekonwencjonalny. Nie czyni z nich bezpiecznej przystani, nie stawia na stereotypowe postrzeganie domu jako miejsca przytulnego. Pokazuje domy jako budynki, w których kryją się tajemnice, na światło dzienne wydobywa dziwne historie. Domy w interpretacji Samanty Schweblin to wnętrza, w których zawsze coś się kryje. Coś niepokojące, dziwnego, przytłaczającego, irracjonalnego, szalonego. Coś, co zakłóca spokój domu i jego mieszkańców, coś, co się w tym domu tworzy na skutek ludzkich niesnasek, kłótni, śmierci, czy też intruzów zakłócających codzienną rutynę. To surrealistyczna aura domu, budynku, który żyje własnym życiem. To bardziej miejsce niespokoju i niemiłości. Pełne niebezpieczeństw i pułapek, wyimaginowanych potworów. Miejsce, we wnętrzu którego z pewnością nie poczujemy błogości i spokoju.

Smutny i przytłaczający obraz rzeczywistości

Zbór zawiera różne opowiadania związane z domem, wszystkie mają nieoczywistą i trochę też nierzeczywistą wymowę, ale każde w sugestywny sposób ukazuje dom nie z perspektywy, do jakiej przywykliśmy. Opowiadanie Jaskiniowy oddech, najdłuższe z zaprezentowanych w antologii, w moim odczuciu jest też najbardziej przykre i przytłaczające w odbiorze i wywiera największe wrażenie na odbiorcy. Mówi ono o starości i o relacjach między ludźmi w czasie, kiedy są już oni w wieku mocno podeszłym. Pokazuje tę starość w korelacji z domem, miejscem, gdzie się ona toczy. I jest to również jedyne opowiadanie, w którym główna bohaterka ma imię, bowiem Schweblin nie nadaje imion swoim bohaterom, czym jeszcze bardziej odwraca uwagę od ludzi, a fokusuje ją na głównym temacie swojej prozy, czyli na domach.

Jaskiniowy oddech to Lola i on. On, czyli mąż Loli. Samotni i schorowani ludzie. I starość, która ich spowalnia i wycisza. Uzależnieni od siebie (szczególnie Lola od męża), a jednocześnie nie mogący siebie znieść. Żyjący niemal w milczeniu, w domu, którego atmosfera zbudowana została z ich życia pełnego dramatycznych momentów. Straszny jest obraz Loli funkcjonującej z demencją, tracącej poczucie rzeczywistości, wystraszonej, odizolowanej od społeczeństwa. Żyjącej w domu pełnym duchów i wyobrażonych intruzów. Widzimy, jak Lola gaśnie. Dzień po dniu zapada się w sobie, nawiedzana przez wspomnienia i wizje, aż do jej ostatniego momentu. Niewyrażonego wprawdzie wprost, ale czytelnik wie, że to ta chwila, kiedy ziemska wędrówka Loli dobiega końca. Żadne zaprezentowane w zbiorze opowiadanie nie napawa optymizmem, nie ma kojącej wymowy, ale Jaskiniowy oddech porusza i dotyka czułych strun wyjątkowo mocno. To naprawdę smutny i przytłaczający obraz tego, czego z pewnością nikt nie chciałby doczekać.

Podsumowanie recenzji

Proza Schweblin nie jest dla każdego, ale na pewno znajdzie swoich wiernych odbiorców, bo jest nieszablonowa. Autorka nie prowadzi narracji w prosty sposób, raczej meandruje w wątkach i sytuacjach, kreśląc niepokojący obraz rzeczywistości i codzienności rozgrywającej się i mającej związek z przestrzenią domową. To surrealistyczny i zaprzeczający wyobrażeniom obraz miejsca, które społecznie i kulturowo kojarzy się ze wszystkim, co najlepsze, najbezpieczniejsze i najspokojniejsze. U Schweblin domy nabierają złowieszczego klimatu, trzeba naprawdę dogłębnie przemyśleć, czy chcemy nacisnąć klamkę i wejść do ich wnętrza.

Niemniej antologia Siedem pustych domów stanowi ciekawe doświadczenie czytelnicze i pokazuje, że to co dobre i oczywiste, wcale nie musi takie być.

Agnieszka