Być może się wydarzyło
Wydana przez Wydawnictwo Znak Literanova książka Być może się wydarzyło w tłumaczeniu Katarzyny Sarek jest pierwszą książką Lu Min wydaną po polsku. Utwór powstał w 2017 roku i jak pisze tłumaczka: „…należy do gatunku prozy praktycznie już nieuprawianego w Polsce, czyli noweli, dosłownie tłumacząc z chińskiego „powieści średniej długości” – utworu liczącego od 30 do 100 tysięcy chińskich znaków”. (str. 195). Ze względu na poruszaną problematykę i bohaterów można ją zaliczyć do azjatyckich powieści obyczajowych wpisujących się w klimat New Adult.
Nieszablonowa fabuła
Lu Min, urodzona w 1973 roku, zadebiutowała w wieku 25 lat i dziś jest jedną z najbardziej cenionych autorek średniego pokolenia w Chinach, wielokrotnie nagradzaną prestiżowymi wyróżnieniami literackimi. W swojej twórczości opisuje problemy zwykłych ludzi na tle przemian społecznych i psychologicznych, jakie zachodzą w Chinach od lat 80. XX wieku. Jej książki przetłumaczono na siedemnaście języków, a kilka z nich zekranizowano.
Fabuła noweli jest dość nieszablonowa, jest to opis kilku dni z życia młodego dziennikarza śledczego. W podmiejskiej willi na obrzeżach dużej chińskiej metropolii zostaje znalezione ciało młodej kobiety. W krótkiej notatce Mimi pisze, że jej śmierć nie ma związku z nikim i jest wyłącznie jej sprawą. Bohater opowieści, mając nadzieję na napisanie artykułu, który zapewni mu milion odsłon, prosi wydawcę o zgodę na zgłębienie tej sprawy. Dostaje pięć dni. Aby poznać Mimi i odkryć, co popchnęło ją do tak desperackiego kroku, spotyka się z jej bliskimi i znajomymi. Co odkryje? Autorka nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast wskazywać jedno źródło tragedii, portretuje ciche niszczenie człowieka przez obojętność, brak czułości, przemilczenia i dotkliwe poczucie nieważności. Pisarka nie moralizuje i nie oskarża, lecz pokazuje rozpad relacji między ludźmi, który staje się podstawą egzystencjalnego osamotnienia jednostki.
Samotność
Wiodącym tematem opowieści jest samotność. Choć nie jest on nowy, zyskuje tu poruszający wymiar życia we współczesnej metropolii. Akcja utworu została osadzona w Chinach, ale ta historia jest uniwersalna – to opowieść o powierzchowności relacji i fasadowym życiu w social mediach. Młodzi, uwikłani w wyścig o status i pieniądze, poświęcają zdrowie i sen, zamieniając prawdziwe rozmowy na komunikaty w WeChat. W tym świecie, gdzie zanikają tradycyjne wartości, a poczucie bezpieczeństwa jest mitem, nawet sukces zawodowy – co pokazuje postać mentora głównego bohatera – staje się pułapką wymagającą nieustannej pracy. Odkrywając życie Mimi, dziennikarz uświadamia sobie, że kobieta była postrzegana przez pryzmat fałszywych wyobrażeń. Jej odejście nie sprowokowało u nikogo z jej otoczenia pytania o jego przyczynę, będąc ostatecznym dowodem na zanik głębszych więzi.
Główny bohater został wykreowany w sposób niezwykle realistyczny i wiarygodny. To autentyczny, głęboko ludzki portret młodego Chińczyka. Ale czy tylko Chińczyka? Początkowo Mimi nie jest dla niego człowiekiem, ale jedynie tematem, mającym przynieść wyczekiwany sukces i sławę. Jednak z czasem, poznając ją bliżej, dostrzega w niej osobę obarczoną bagażem trudnych, życiowych doświadczeń. Mimi przestaje być sensacyjnym materiałem, a staje się kimś mu bliskim. Narracja pierwszoosobowa pozwala wejść w świat jego emocji, obserwując nie tylko przeżycia wywołane historią Mimi, ale także jego wewnętrzną przemianę. Reporterska praca staje się pretekstem do konfrontacji z własnymi lękami, ambicjami i ograniczeniami. Im głębiej bohater wnika w losy dziewczyny, tym bardziej okazuje się, że nie tylko rekonstruuje jej historię, ale też buduje opowieść o własnej bezradności wobec prawdy o życiu.
Pomiędzy słowami
Jak zauważa tłumaczka: „Proza Lu Min przypomina dawane chińskie zwoje – rozwija się powoli, fragment po fragmencie odsłaniając świat, w którym pod spokojną powierzchnią kłębią się emocje i narasta napięcie”. (str. 193). Styl autorki jest płynny i realistyczny, a przy tym pełen głębi. Trudności, na jakie napotyka narrator-dziennikarz oraz niespójność zbieranych przez niego informacji sprawiają, że musi on poświęcić na przygotowanie materiału znacznie więcej czasu, niż otrzymał. Towarzysząca mu presja buduje napięcie i dynamizuje akcję, skutecznie angażując uwagę czytelnika. Wyłaniający się z lektury obraz społeczności nastraja pesymistycznie, wprowadzając smutny, minorowy ton. Nie jest to książka pełna nagłych zwrotów akcji czy emocjonalnych wybuchów – wszystko wydaje się tu ciche, melancholijne, a momentami wręcz przygnębiające. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że proza Lu Min uderza tak mocno, pozostawiając po sobie refleksję nad samotnością we współczesnym świecie, mimo pozornego bycia „online”.
W tym powolnym i lapidarnym tekście Być może się wydarzyło wiele dzieje się tu pomiędzy słowami. Autorka unika taniego dramatyzmu, zmuszając czytelnika – podobnie jak narratora – do składania historii z rozproszonych elementów, co wzmacnia poczucie niepewności. Warto docenić również przypisy: nie tylko przybliżają one chińskie obyczaje i kulturę, ale pomagają też poprawnie odczytać znaczenie imion. To lektura, która zamiast opowiadać historię wprost, prowadzi nas przez gęstą atmosferę i emocjonalne niuanse, zyskując dzięki temu fascynujący wymiar metatekstowy.
Podsumowanie
Koncepcja książki i przesłanie autorki bardzo mi się podobały. Niektórzy mogą patrzeć na wykreowany przez nią świat jak na dystopijną rzeczywistość. Niestety jest to realna prawda o naszych czasach. Książka Lu Min nie jest lekturą łatwą ani przyjemną. To raczej opowieść przytłaczająca i przygnębiająca, ale jednocześnie bardzo ważna i potrzebna. Historia o Mimi staje się pretekstem do uniwersalnych rozważań o człowieku, który próbując zrozumieć drugą osobę, odkrywa samego siebie. Lektura opowieści budzi refleksje, które dla wielu czytelników mogą być niewygodne. Zmuszają między innymi do przemyślenia swojego postępowania w relacjach z innymi ludźmi. Ta niewielka, bo niespełna dwustustronicowa książeczka wywarła na mnie duże wrażenie i pozostanie w mojej pamięci na długo. Polecam.


