Jaśmina, okładka
Polecamy Recenzje

Jaśmina od snów

Postęp technologiczny, rozwój Internetu i dostęp do niego, otwarcie zagranicznych rynków – wszystko to zmieniło świat. Stał się on globalną wioską, co ma wiele plusów, ale niestety też ma swoje wady. Do nich należy zaliczyć zatracenie pewnych tradycji, zmianę priorytetów, szczególnie w krajach, które aspirują do grona tych bardziej rozwiniętych. Nasila to tempo naszego życia, sprawia, iż nie ma w nim czasu na refleksję, nie ma czasu na przemyślenia, kontakt z naturą, bycie. Mimo tego, wciąż znajdziemy takie miejsca, w których wierzy się w duchy czy rusałki, w których widuje się topielice, w których żyje się zgodnie z rytmem przyrody, zaś natura jest silnie obecna w codzienności mieszkańców. Taka właśnie jest codzienność w książce Jaśmina od snów.

Mała społeczność Sokołowa

W Jaśminie od snów rzecz dzieje się w Sokołowie. Jak to w małej społeczności bywa, to każdy o każdym wszystko wie, ale jednocześnie każdy ma swoje tajemnice. To można być albo pariasem, albo swoim, tu raczej nie wybacza się krzywd czy chociażby bycia innym. Może dlatego nowi właściciele pałacu Czerwińskich raczej nie asymilują się ze społecznością, a może dlatego, że po nocach straszą ich mieszkające w pałacu duchy. Może dlatego Jaśmina nie mówi o swoich dziwacznych snach, w których pojawia się przeszłość, tylko łyka kolejne tabletki.

Zarys fabuły Jaśminy od snów

Ale od prawdy i od przeznaczenia nie można uciec. Pewnego dnia trzeba się z nią zmierzyć, a pretekstem do tego może być zaginięcie córki sołtysa, Marysi Miśtówny. Dziewczynka uznawana za „inną”, choć nieszkodliwą, wcześniej już znikała z domu. Zwykle okazywało się, że zasnęła gdzieś w lecie czy w ogrodzie. Jednak tym razem jest inaczej. Pojawiają się podejrzenia, wzajemne oskarżenia, a na dodatek zdarza się cud. Czy przemiana wody święconej w wino ma jakieś racjonalne uzasadnienie? A może to sprawa sokołowskiej Zielnej Maryjki? Czy w jakiś sposób jest to związane ze zniknięciem Miśtówny? Jeśli do tego dodać sukienkę dziewczyny w którą ktoś oblekł Maryjkę, sprawa robi się bardzo dziwna. Dziwna, jak sny Jaśminy, które stanowią impuls do posprzątania starego domu i nakłonienia rodziny do remontu. Jak sny, które doprowadziły ją do dziwnego zawiniątka w ścianie, pełnego zdjęć i dokumentów, związanych z przeszłością rodziny.

Kiedy w rzeczywistość miesza się z wierzeniami

Te wszystkie wątki splatają się ze sobą w przedziwny sposób w powieści Jaśmina od snów, stanowiącej trzeci tom „Serii sokołowskiej”. Rodzinne historie mieszają się tu z dziwnymi wierzeniami. Opowieść toczy się leniwie jakby na granicy jawy i snu. Nie musimy czytać poprzednich części serii autorstwa Agnieszki Kuchmister, by zauroczyć się tym bajaniem, choć po skończeniu tego tomu z pewnością sięgniemy po poprzednie. Chociażby po to, by pobyć jeszcze w tym dziwnym stanie i miejscu, w którym życie toczy się powoli, a mimo iż nie jest idealne, to jest niespieszne i autentyczne.

Podsumowanie

Opowieść Agnieszki Kuchmister Jaśmina od snów zwraca uwagę nie tylko pięknym językiem, ale również pewną lekkością. Nie przeszkadza jej ona jednocześnie w poruszaniu trudnych tematów. Książka zachwyci nie tylko miłośników historii, rodzinnych sag czy małomiasteczkowych opowieści, ale wszystkich tych, którzy wiedzą, że w życiu chodzi o coś więcej niż o prestiż czy pieniądze. W Sokołowie, który może nie jest miejscem idealnym (czy takowe istnieje?), wciąż mieszkają cienie przeszłości, która nie chce, by o niej zapomnieć. Tu jednak wciąż można chodzić bosymi stopami po trawie, wciąż można tańczyć na polu. tu wciąż można być wolnym. Tak jak podczas lektury tej zachwycającej, choć chwilami mocno niepokojącej opowieści o życiu i jego odcieniach.

Justyna Gul,

Qultura słowa