Jeszcze słychać tę muzykę, okładka
Literatura faktu Recenzje

Jeszcze słychać tę muzykę

Po książkę Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony Andrzeja Krawczyka – sięgnęłam bardzo świadomie, chciałam ją poznać. Już sam tytuł zachęcił mnie do lektury. To znacznie więcej niż opowieść tylko o miejscu, ale o żyjących w mini miasteczkach zwanych sztetlami kiedyś ludziach, o których już nie teraz nie pamiętamy lub nie chcemy pamiętać…

Miejsce akcji

Okolice, o których pisze autor, trochę znam, nawet byłam przejazdem w Biłgoraju, chociaż było to już kilka lat temu. W moim rodzinnym regionie, w Bieszczadach też były osady żydowskie, lecz byłam wtedy dzieckiem, więc nie interesowało mnie to wtedy. Jednak gdy dorosłam i wróciłam po latach w tamte miejsca, nie było już dziadków, którzy mogliby mi więcej powiedzieć o okolicznych mieszkańcach. Słuchałam z ogromnym zainteresowaniem opowieści ciotek i stryjków o Żydach, którzy byli bliskimi sąsiadami mojej rodziny. Mama również mi trochę wspominała, lecz jej pamięć potrafiła już płatać figle… Lecz nazwę sztetl słyszałam już w dzieciństwie a to słowo bardzo mi się podobało.

Sztetl, czyli osada w Europie Wschodniej z dużym udziałem żydowskich mieszkańców – często byli w nim największą grupą – to jedno z kluczowych pojęć w historii Żydów, a jednocześnie bardzo ważne zjawisko dla historii Polski.

Fenomen sztetla

Biłgoraj to miasto na Lubelszczyźnie, do którego właśnie zabiera nas Andrzej Krawczyk na wycieczkę. Autor opowiadając próbuje przybliżyć nam nieco wiedzy o fenomenie sztetla na przykładzie tego miasta. Podążamy więc w niesamowicie klimatyczną podróż do tętniącego życiem miasteczka, w którym mieszały się różne kultury. Mieszkała w nim społeczność o różnorodnym statusie społecznym i religijnym, bogaci i biedni. Sztetl nie był nigdy oddzielnym miasteczkiem, to była zazwyczaj część miasta, w której mieszkali i pracowali Żydzi, to było jakby miasteczko targowe wewnątrz większego miasta. Jego mieszkańcy, czyli rabini, kupcy, oraz ich dzieci i kobiety, które dbały o tradycje religijne i dom. Sztetle funkcjonowały w ramach lokalnych społeczności i na użytek chrześcijańskiego sąsiedztwa, ale kontakty z nieżydowską częścią mieszkańców ograniczone były w zasadzie do sfery gospodarczej. Sztetle nie miały racji bytu same dla siebie.

Szacuje się, że w Europie Wschodniej istniało do 1,5 tysiąca sztetli.

Chociaż obecnie niemal wszyscy rozmawiają o społeczności żydowskiej, jest też mnóstwo żartów na ich temat, lecz tak naprawdę wciąż o nich wiemy zbyt mało, mimo tego, że to właśnie Żydzi współtworzyli większość polskich wsi, miasteczek i miast. To oni stanowili podstawę handlu i być może dzięki nim nauczyliśmy się targowania… Autor wprowadza w Jeszcze słychać tę muzykę specyficzny klimat, dzięki czemu można poczuć się w dawnej Polsce, w samym środku Biłgoraja, wewnątrz sztetla, który jest tu również jednym z bohaterów jakiego sukcesywnie poznajemy. To niema opowieść baśniowa, aż żal, że już nie ma takich miejsc… Dzięki tej książce jednak zostaną w pamięci. Autor w swój tekst wplata również fragmenty zachowanych dokumentów i wspomnień dawnych mieszkańców. Najmocniejszym akcentem jest tu aneks dotyczący relacji Schunera Walacha. Opis miasta i sztetla z jego perspektywy nie jest już tylko domysłem, lecz archiwalnym dokumentem potwierdzającym dawne wydarzenia. 

Pierwsza wzmianka o Żydzie z Biłgoraja w zachowanych dokumentach pochodzi jeszcze z XVI wieku.

Podsumowanie recenzji

Jeszcze słychać tę muzykę to emocjonująca książka, którą czyta się bardzo dobrze. Tak jakby słuchało się baśniowej opowieści o zaginionej i zapomnianej krainie. Można wsłuchać się tak bardzo, żeby usłyszeć jeszcze gdzieś tę muzykę, która w zapomnianym sztetlu cicho gra…

Myszka