Nie, po prostu nie, okładka
Literatura piękna Recenzje

Nie, po prostu nie

Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku…– życie. Tak toczy się kolej naszych chwil, w które wkrada się rutyna, monotonia, być może samotność… Aż do zdarzenia, które zmienia wszystko. O takiej sytuacji opowiada w piękny, mądry, niezwykle dojrzały sposób Nina Lykke w powieści Nie, po prostu nie, jaka to ukazała się w naszym kraju nakładem Wydawnictwa Pauza. Zapraszam was do poznania recenzji tej książki.

Zarys fabuły

Jeden mężczyzna i dwie kobiety – Jan, jego żona Ingrid oraz młoda kochanka Hanne. To właśnie ich losy składają się na tę klimatyczną, piękną, ale też i przepełnioną smutkiem opowieść. O zmianie rutyny życia, gdy oto najpierw Jan dostaje zawodowy awans i nawiązuje romans z o wiele młodszą Hanne, i gdy wreszcie jego żona Ingrid dowiaduje się o tym fakcie. I można powiedzieć, że temat stary jak świat… Ale już sposób jego ujęcia przez norweską autorkę, to rzecz niezwykle zaskakująca, intrygująca i ciekawa…

Jest to historia o samotności, o kryzysie tzw. wieku średniego, jak i wreszcie o strachu przed tym, że życie ucieka. I te słowa dotyczą każdego z trojga głównych bohaterów tej opowieści w równym stopniu. Od decydującego się na romans Jana, poprze obiekt jego pożądania w osobie Hanne, która boi się zmarnowania szansy na lepsze życie. Kończąc wreszcie na zdradzanej Ingryd, która czuje się już nikomu niepotrzebną, starą kobietą. Autorka oddaje tym trzem postaciom głos. Każda opowiada swoją własną historię, każda z nich usprawiedliwia swoje postępowania. Wreszcie każda zostaje przez nas wysłuchana. I nie ocenia ona nikogo, ale za to my, już tak.

To również znakomity portret naszych czasów. Jest osadzony na przykładzie bogatego Oslo, ale tak naprawdę odnoszący się też i do naszej codzienności. Codzienności znudzenia przedmiotami, pieniędzmi, nic nie wnoszącymi modami na popularne hobby i rozrywki. Codzienności rozczarowania dziećmi, które nie spełniają oczekiwań rodziców. Wreszcie codzienności denominacji pojęcia miłości, która już z pewnością nie znaczy tyle samo, co dla naszych rodziców, dziadków. I jest to smutna myśl, która zresztą łączy się znakomicie z zakończeniem tej opowieści, o czym to jednak musicie przekonać się już sami.

Literatura dla dojrzałego czytelnika

To książka, która przemawia prawdą. Prawdą nieidealności bohaterów, z których absolutnie żaden nie jest lepszy od innych. Prawdą miejsca i czasu, czyli wielkomiejską współczesnością zaganianych mieszkańców, z których część osiągnęła już tzw. sukces, zaś inni dopiero o nim marzą i by osiągnąć ten cel są gotowi na wszystko…; jak i wreszcie jest to prawda emocji, gdzie mamy samotność, bezradność, chęć ucieczki przed kolejnym dniem. To historie o ludziach, takich jak my. Z dziś, z wczoraj, a być może dopiero z jutra, ale dokładnie tak samo kruchych, słabych, nieidealnych. I to jest naprawdę piękne.

Powieść Nie, po prostu nie ta niesie rozrywkę. Dojrzałą, ambitną, trochę też więcej od nas wymagającą rozrywkę, która oprócz samej przyjemności daje również wiele przemyśleń nad tym, jak żyjemy, dokąd zmierzamy, czego jeszcze oczekujemy od życia. I te przemyślenia możemy skonfrontować z losami bohaterów tej książki, którzy – mogę się o to założyć, w wielu kwestiach myślą dokładnie tak samo, jak my. I jest to niewątpliwie literatura przeznaczona raczej dla dojrzałego, świadomego czytelnika. W historiach o życiu szuka on nie tylko rzeczy ciekawych i przyjemnych, ale również wartościowych.

Podsumowanie recenzji

Powieść Niny Lykke pt. Nie, po prostu nie, to rzecz znakomita, piękna, czasami też bolesna w odbiorze, ale przede wszystkim jest to historia o nas, bez żadnych przekłamań, upiększeń, kłamstw. I dlatego też oceniam ten tytuł bardzo wysoko, zachęcając was gorąco do tego, byście po niego sięgnęli. Polecam.

Urszula Janiszyn,

I, po lekturze…